Parę sekund minęło, od Twojego powrotu
jeszcze dzień nie spożył nocy,
wzbiłeś ptaki do lotu
nie czekałem na spotkanie,
miałeś być przepowiednią
nigdy nie spełnioną
myślą bezwiedną
Wiatr kołysał huśtawkę, za rękę mnie trzymał
stłuczone kolano, sąsiad opatrywał
sen nawiedzał nieustannie,
na rękach mnie nosił, przytulał i głaskał
pilnował, nie zwątpił
Nie widziałeś jak szukam,
w kroplach łez Twego odbicia
przestałem czekać, nie wierząc
w moich marzeń odkrycia
Miałem być sam dla siebie, uciekać nocami
nie chciałem, daruj sobie,
zostań za drzwiami
Nie jestem gotowy,
poczekaj na serce
nie wchodź z butami
zapukaj, nic więcej