Wycieram oczy,
koszmarem przebudzenia
Kołdra słania się i mdleje,
sen mój się zaciera
Chcę zatrzymać te chwile,
lecz za kołnierz mnie ciągnie,
niepokój, westchnienie,
znów cierpienie mnie potnie
Dzień upływa,
lecz obok
Nie wytarte marzenia
Wzrok rozcięty na dwoje,
niecierpliwe pragnienia
Już parawan zakrywa,
porażki codzienności
Chcę zatrzymać tę chwile
Proszę zostaw, litości!