Gdy ostatnim tchnieniem wiatru
Twe istnienie, jak puch z nieba
Wzleci, napnie swoje skrzydła
Wzleci, weĽmie to co trzeba
Gdy poczujesz na policzkach
Ciepły oddech, choć bez serca
Powóz koni, białe róże
I natchnione wami miejsca
To marzenia, senna jawa
Trzymasz w dłoni swe odbicie
Handlarz snem daje ci szansę
ProwadĽ, nim księżyc tli się