Rozsypuję popioły,
róż wrześniowych pełne
Setki luster popękanych
Do widzenia, tęsknię...
Ich twarze z granitu,
rozlane zegary
Bez sekundy cierpienia
Bez godziny wiary
Krew kapie na ręce,
ich oblicza studzi
Zamykam okiennice
Wieczna noc się budzi