Światło świecy, policzek okala
Wczorajszy poker, wino od sąsiada
Zbita doniczka, leży na podłodze,
pamięta nadzieję, pamięta o trwodze
W kącie stoi kanapa,
z wykutym jej obliczem
Pełna lęku siedzi sama, odbija tajemnice
Drzwi bez zawiasów, oparte o ścianę,
Mówią:-Odejdź!, -Kocham Cię, nie chciałem
Okna otwarte, dzisiaj dzień ostatni
Już nigdy więcej, koniec...
Koniec naszej matni