Uderza do mych drzwi,
obdarty, zdeptany
Uporczywie wpycha łzy,
choć o spokój błagany
Uderza w moje usta,
cichy i donośny
Jego słowa są jak lustra,
słychać krzyk bezgłośny
Uderza w me powieki
zamglony, niewidoczny
Krew maluje zacieki,
zakrywa obraz lotny
Uderza w moje serce,
sen księżyca budzi
Oddycha i nic więcej,
lecz mój spokój studzi