Zasnąłem pod drzewem rozkoszy
Zwisające kruki, chroniły mnie przed światem
Zduszone powietrze zalewało pustkę
Zamurowany i zgłuszony w "suwerennym" państwie
Zacząłem odkrywać jak dobrze jest być sobą
Zadawałem kolejnym wspomnieniom rany
Zostawiając przyszłość na później
Zazdrość dochodziła do słowa
Za każdym razem kiedy pukałeś do mych drzwi
Zasuszona krew tworzyła pancerz przed szczęściem
Zdawało mi się, że widzę w lustrze twe odbicie
Zapalonego łowcy, bez oznak cierpienia
Zdrętwiałe ciało kazało mi udawać
Zostało same czym więcej mogło się karmić?